Podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych w 2016 r. rosyjscy hackerzy przeprowadzili cyberatak na amerykański system wyborczy, opierając się na mediach społecznościowych, by radykalizować wyborców, osłabiać instytucje i rozpowszechniać wprowadzające w błąd informacje.

„Kampanie o wpływy”, czyli skoordynowane wysiłki mające na celu tworzenie i propagowanie wprowadzających w błąd i zapalnych treści w mediach społecznościowych, czerpią duże korzyści z nowoczesnych internetowych technik marketingowych.

Redaktor platformy Adweek, Josh Sternberg, mówi: „Platformy [Tech] wyjątkowo skutecznie pomagają marketingowcom trafić do docelowych odbiorców dzięki dokładnym wiadomościom. „Kampanie o wpływy” nie różnią się od siebie, są skuteczne, ponieważ marketing w mediach społecznościowych jest skuteczny.”

„Rosyjscy hakerzy, dostosowując te techniki marketingowe, wykorzystują kodowany język i obrazy, które mają wywoływać uczucia i emocje oraz pobudzać widownię” – mówi Sternberg.

W swojej dalszej wypowiedzi Sternberg stwierdza: „Kampania o wpływy” może rozpocząć się od fałszywych kont i fałszywych wiadomości, ale werbuje również prawdziwych użytkowników, którzy przekazują informacje, a marketing zachęca odbiorców do sympatyzowania i tworzy ambasadorów marki, którzy wzmacniają przekaz. Dlatego Facebook, Twitter i Google warte są miliardy.”

Operatorzy rosyjskiej Internet Research Agency (IRA) są mistrzami marketingu w mediach społecznościowych. Zgodnie z aktem oskarżenia rosyjskich obywateli z sierpnia 2018 r., członkowie IRA przedstawili się jako Amerykanie i założyli tysiące kont w mediach społecznościowych oraz strony “mające przyciągnąć odbiorców z USA”. Operatorzy rozpowszechniali na Facebooku, Instagramie, Twitterze, YouTube i innych stronach posty oczerniające kandydatkę Hillary Clinton, jednocześnie zwiększając szanse jej rywali, w tym Bernie Sanders i Donalda Trumpa. Grupa opublikowała także “uwłaczającą informację” używając prowokującego języka, wykorzystaną do stłumienia afrykańsko-amerykańskiej i muzułmańskiej frekwencji, mającą pogłębiać społeczne rozłamy i łagodzić wizerunek Rosji.

Leo Taddeo, były agent specjalny FBI odpowiedzialny za cyberbezpieczeństwo w Nowym Jorku, który zdecydowanie nie zgadza się z misją i celami IRA, nazywa rosyjską cyfrową dezinformację “ogromnym sukcesem”.

“Nie twierdzę, że zgadzam się z tym, co zrobili, ale operatorzy byli w stanie stworzyć nie tylko zamieszanie w procesie przedwyborczym, ale masowe rozbieżności w środowisku po wyborach w USA, co jest kontynuowane do dnia dzisiejszego” – powiedział Tadeo.

Rosja nie jest jedynym państwem narodowym, które uprawia cyfrową propagandę. Chiny są na drugim miejscu po Rosji pod tym względem. Również Korea Północna rutynowo wykorzystuje propagandę, aby osiągnąć cele polityki zagranicznej, obsługując dziesiątki stron internetowych, w tym sieć społecznościową. Według Rady ds. Stosunków Zagranicznych „kampanie o wpływy” tego kraju były szczególnie aktywne w okresie poprzedzającym ubiegłoroczny szczyt nuklearny. W ostatnich latach cyberataki zostały skierowane także ze strony Iranu w Izrael i Arabię Saudyjską.

Przed wyborami w 2018 r. duże firmy internetowe podjęły aktywne działania w celu usunięcia treści i kont związanych z „kampaniami o wpływy”. Twitter, raj dla botów i trolli podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku, niedawno usunął 770 kont powiązanych z irańskimi i rosyjskimi „kampaniami o wpływy”.

W sierpniu firma Microsoft poinformowała, iż za pomocą oprogramowania firmy Azure w chmurze i pakietu biurowego Office 365 zdemaskowała rosyjskich hakerów. Zdaniem prezesa firmy Microsoft, Brada Smith’a, „działalność ta jest najbardziej skoncentrowana na zakłócaniu demokracji.” Również w sierpniu Facebook ogłosił usunięcie 652 kont, stron i grup powiązanych z tym, co firma nazywa „skoordynowanym nieautentycznym zachowaniem”.

Szef firmy Facebook ds. Polityki bezpieczeństwa cybernetycznego, Nathaniel Gleicher, powiedział: “Wciąż jesteśmy na bardzo wczesnym etapie naszego dochodzenia i nie mamy wszystkich faktów, włączając te, kto za tym stoi”. Choć Facebook nie ośmieliłby się zarzucić takich działań państwu narodowemu, to twierdzi się, że “bez wątpienia” rosyjscy cyber-agenci nadal działają w sieci społecznościowej.

Senator Mark Warner w sierpniu odniósł się do powyższego tematu następująco: „Rosyjscy zwolennicy nadal infiltrują i manipulują mediami społecznościowymi, aby przejąć debatę narodową i skierować Amerykanów przeciwko sobie nawzajem”.

Według Leo Taddeo rosyjskie „kampanie o wpływy” w mediach społecznościowych będą kontynuowane. „Możemy oczekiwać więcej tego samego” – mówi Taddeo. „Więcej tworzenia podziałów w populacji amerykańskiej i w populacji głosujących. Będziemy musieli zachować czujność i zwrócić większą uwagę na rosyjską aktywność, aby móc poinformować o tym wyborców oraz naszych polityków.”

Źródło: cbsnews.com