To trwa od zawsze, ale we współczesnym cyfrowym świecie coraz częściej mamy do czynienia z kampaniami wyborczymi pod znakiem fake newsów i tzw. deep fakes, a wojna informacyjna stała się o wiele łatwiejsza do przeprowadzenia.

Jest rok 2019. Żyjemy w świecie, w którym pojęcie, co jest prawdziwe, a co fałszywe, może stanowić poważne wyzwanie. Aby zrozumieć, czym jest wojna informacyjna, należy najpierw ją dostrzec. Wikipedia definiuje wojnę informacyjną jako „koncepcję polegającą na wykorzystaniu przestrzeni i zarządzaniu technologiami informacyjnymi i komunikacyjnymi w dążeniu do przewagi konkurencyjnej nad przeciwnikiem”.

Od Starożytności po dzisiejsze czasy

W publikacji z 2018 r. Catherine A. Theohary, specjalista ds. polityki bezpieczeństwa narodowego, cybernetyki i operacji informatycznych napisała: „W bitwie pod Termopilami w 480 r.p.n.e. władca perski Kserkses zastosował taktykę zastraszania, aby przerwać wolę greckich miast-państw. Aleksander Wielki użył asymilacji kulturowej, aby stłumić sprzeciw i utrzymać podbite ziemie. Naukowcy wojskowi studiują współczesne wykorzystanie informacji jako narzędzia działań wojennych z książką chińskiego stratega wojskowego Sun Tzu „The Art of War” z piątego wieku p.n.e. Ci starożytni stratedzy pomogli położyć podwaliny pod strategię wojny informacyjnej w czasach współczesnych.”

W przeszłości prowadzono wojnę informacyjną w formie propagandy podczas konfliktów np. w czasie wojny domowej w Somalii. Miało to przekonać miejscowych (a także żołnierzy), że siły USA były tam, by pomóc, i że pokojowe rozwiązanie jest możliwe. Celem było zdobycie przewagi nad przeciwnikiem.

Theohary kontynuuje w swoim artykule: „Ponieważ cyberprzestrzeń stanowi łatwą, opłacalną metodę przekazywania wiadomości dużym grupom osób, znaczna część dzisiejszej wojny informacyjnej odbywa się w Internecie. Organizacje terrorystyczne mają solidne strategie walki informacyjnej i wykorzystują rząd lub całe społeczeństwa do swoich operacji”.

Fake newsy i deepfakes

Tymczasem fałszywe wiadomości są dziś wykorzystywane do umyślnego wprowadzania ludzi w błąd. Niestety, nie ma chętnych do równie intensywnego sprawdzania faktów.

Lata temu zostanie dziennikarzem oznaczało długi proces kształcenia, naukę efektywnego zbierania informacji, umiejętnego cytowania źródeł i uczciwego oraz etycznego pisania artykułów. Dziś żyjemy w świecie, w którym Internet zamienił każdego w potencjalnego dziennikarza. Każdy ma możliwość stworzenia bloga o „najlepszych praktykach medycznych”, publikowania porad dotyczących „wychodzenia z nieuczciwych związków” lub napisania kolumny tekstu o tym, że „szczepionki zabijają nasze dzieci”. Jeśli chodzi o wojnę informacyjną, artykuły pseudo-dziennikarzy wysuwające bezpodstawne twierdzenia, rozprzestrzeniły się i stały się ważną częścią wpływania na efekty wyborów.

Kolejnym problemem są tzw. deep fakes. Korzystając z technologii sztucznej inteligencji, prawie każdy może teraz przekazać programowi komputerowemu podobiznę danej osoby. Ten następnie skutecznie zastąpi nią twarz innej osoby na filmie. To właśnie dzięki tej metodzie znany i lubiany polityk może stać się gwiazdą porno w zaledwie kilka kliknięć myszą.

Można to zrobić w aplikacjach typu „Face Swap”, które znajdziemy w sklepach z aplikacjami. Ale przy użyciu potężnych komputerów i sieci neuronowych AI, twarz każdej osoby może zostać zamieniona na twarz kogoś innego. Wyobraźmy sobie np. film wideo opublikowany w mediach społecznościowych prezydenta Trumpa zatytułowany „Jedziemy jutro skopać tyłek Kim Dzong Unowi!”.

Świat zmienia się w szybkim tempie. Musimy więc być czujni, co do wiadomości, które czytamy i udostępniamy swoim znajomym. Musimy także uważać, z jakich źródeł czerpiemy informacje. Ufajmy, ale weryfikujmy!